mircea eliade, „młodość stulatka” – 10.10.2009

Mlodoscstulatka_MirceaEliadeimages319788374142779

łatwiej tą książeczkę eliadego przeczytać niż coś o niej napisać. czyta się szybciutko, dużo się dzieje, ale nie porusza, nie urzeka.

główny bohater, dominik matei, jest rumuńskim profesorem językoznawstwa, który – podobnie jak sam eliade – życie poświęcił nauce. jednak w odróżnieniu od eliadego, w żadnej dziedzinie nie okazał się genialny. rzucał się z jednej dziedziny nauki na drugą, rozpoczynał naukę jednego języka, który wkrótce porzucał dla innego. był coraz bardziej rozczarowany, gdyż okazywało się, że niczego nie jest w stanie doprowadzić do końca, nie dokona żadnego doniosłego odkrycia, żadnej rewolucyjnej interpretacji. kiedy zbliża się do siedemdziesiątki, zauważa u siebie pierwsze objawy sklerozy. swoją drogą, musi to być dla człowieka, który całe życie poświęcił zdobywaniu wiedzy prawdziwa tragedia, niczym ślepota dla mola książkowego – o czym zresztą bohater sam wspomina. matei postanawia więc popełnić samobójstwo. krótko przed tym zostaje rażony piorunem. zamiast zginąć na miejscu, ulega jednak cudownemu odmłodzeniu. co więcej, po pewnym czasie zauważa, że z najwyższą łatwością jest w stanie poznawać kolejne języki, jego umysł chłonie wiedzę bez najmniejszego wysiłku i bez ograniczeń. zdobywa pamięć mandaryna, której mu brakowało.

dopiero po przeczytaniu posłowia zrozumiałam wiele wątków, o których nie mogłam mieć wcześniej pojęcia. okazuje się, że powieść eliadego została oparta na pięknej rumuńskiej baśni, w której książę junak (fat-frumos) postanawia wyruszyć w świat w poszukiwaniu „młodości bez starości i życia bez śmierci”. trafia do nieznanej krainy, w której żyją trzy siostry-wróżki. poślubia jedną z nich i żyje w wiecznej młodości i beztrosce, nie starzejąc się. pewnego razu trafia jednak do miejsca zwanego doliną płaczu. tam wraca mu pamięć o dawnym życiu. zaczyna tęsknić i postanawia powrócić w rodzinne strony. kiedy dociera na miejsce, okazuje się, że odkąd wyruszył w podróż minęło kilkaset lat. tam, gdzie były puszcze, stoją miasta, tam, gdzie były jałowe pustkowia, są pola uprawne, a w miejscu, gdzie stał zamek jego rodziców, pozostały jedynie ruiny.  w ciągu jednej chwili junak zmienia się w wiekowego starca. w ruinach zamku czeka na niego śmierć – sama bliska zgonu … ze starości. „dobrze, że się zjawiłeś, bo sama bym umarła”, mówi śmierć. co za paradoks!

w powieści eliadego są dwie rzeczy, które zazwyczaj bardzo lubię w literaturze: przetworzenie starej baśni i zabawa czasem. czas bowiem kilka razy zmienia tu swój kierunek, znaczenie i bieg. dla siedemdziesięcioletniego dominika matei, który ma gorzkie poczucie, że zmarnował swoje życie i nigdy nie ukończy wielkiego dzieła, czas jest przekleństwem. w wielkanocny dzień – niczym faust – w wyniku działania sił nadprzyrodzonych (uderzenie pioruna), zostaje obdarzony niezwykłymi mocami. młodnieje i zatrzymuje się w wieku 25-30-latka. czas staje dla niego w miejscu. ludzie wokół starzeją się nieubłaganie, a on pozostaje jakby poza naszym kręgiem czasu. z kolei weronika, dziewczyna, którą pokochał, jakby za karę za jego nadprzyrodzone zdolności, starzeje się w zastraszającym tempie. pod koniec powieści dominik powraca do rodzinnej miejscowości i zostaje ponownie wrzucony w krąg ludzkiego czasu (tracimy na chwilę orientację, czy nadal jest rok 1968 czy ponownie  1938). cóż, nie będzie to zaskoczeniem – kończy jak książę junak.

nie jest to jakaś porywająca książka. brakuje jej powieściowej wrażliwości, bohaterowie nie mają praktycznie żadnych charakterów, nikogo nie zdążyłam nawet polubić. jest to taka trochę przeintelektualizowana powieść, która na pewno dużo więcej da tym, którzy znają tło jej powstania i trochę bliżej postać autora. kilka lat temu książkę zekranizował f. f. copolla. wydawałoby się, że fabuła jest dosyć „filmowa”. jednak powstał koszmarny i niesamowicie płytki film, nakręcony z rozmachem równym serialom tvn-u. dominika matei zagrał (fatalnie!) tim roth (słynny honey bunny z „pulp fiction”). ani przystojny, ani brzydki, ani pozytywny, ani negatywny, ani miły, ani wyrachowany. po prostu człowiek bez właściwości – jak u eliadego.

podsumowując, książka „taka se”, filmu zdecydowanie nie polecam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: