wakacje a urlop – 19.07.2009

urlop jest zaprzeczeniem wakacji. wakacje to dwa – trzy miesiące błogostanu, czyli najczęściej czytania i wyjazdów. nawet jeśli nie dalszych podróży, to codziennych wycieczek rowerowych, krótkich wypadów nad morze, nad jezioro czy na piwo. totalny luz. żadnego myślenia, żadnych planów. odpoczywa głowa i ciało. natomiast urlop to jakieś nędzne dwa tygodnie. jeszcze się na dobre nie zacznie, a już się kończy. szkoda czasu na rower, szkoda czasu nawet, aby jechać do domu. prosto z pracy – żeby nie tracić cennych dni (godzin!) urlopu – pędzimy na dworzec, szybko w góry, biegiem, biegiem, bo mamy tak mało czasu. gdzieś w tyle głowy gra „już niedługo trzeba wracać do pracy”. właśnie ta świadomość, że to się niedługo skończy, że trzeba się szybko nacieszyć na zapas, sprawiają, że urlop traci swój sens. najgorsze jest jednak coś innego – pierwszy urlop, to w pewnym sensie wejście w nowy etap w życiu. urlop jest więc pojęciem totalnie dołującym, bo oznacza stabilizację (czyli starość), koniec studiów, stałą pracę i – tfu!! – dojrzałość… kiedyś ewka zapytała, czy mówi się „ostatnia wieczerza”, bo potem były już kolacje? tak samo: koniec wakacji, teraz będą już tylko urlopy…

jestem zatem przeciwniczką krótkich wakacji (a przede wszystkim zrezygnowania z samego słowa urlop!). nie służą one niczemu: ci, którzy nie potrafią wypoczywać, męczą się i nudzą na zatłoczonej plaży. ci, którzy lubią się wynudzić, i tak nie zdążą, muszą więc szybko leżeć na tej samej zatłoczonej plaży. a ci, którzy mają coś do załatwienia (poznać trochę świata, doświadczyć przestrzeni, odpocząć od mówienia po polsku), mają największego nerwa. bo jak tu objechać turcję, rumunię czy kaukaz w jakieś nędzne dwa tygodnie? postuluję więc, aby urlop wydzielać każdemu według potrzeb. ja ustawiam się już w kolejce po największą pulę.

DSCF1593

fantastyczne wakacyjne zobowiązania redaktorów „dwutygodnika” zainspirowały mnie do stworzenia listy swoich planów wakacyjnych. moje wszelkie plany są zawsze na wyrost i nigdy nie udaje mi się ich w pełni zrealizować. (trzeba mierzyć siły na zamiary – nigdy odwrotnie!) plany dzielą się na plany czytelnicze i podróżnicze, a najczęściej są ze sobą ściśle związane. kiedyś założyłam się z olkiem o pół litra, że w trakcie wakacji przeczytam całe „w poszukiwaniu straconego czasu” prousta (to kolejna przewaga wakacji nad urlopem! w czasie urlopu przeczytanie prousta byłoby nie do pomyślenia). prousta oczywiście przeczytałam, zachwyciłam się totalnie, a olkowej wódki do dziś nie zobaczyłam na oczy… (swoją drogą, co za sztubackie pomieszanie światów – proust i wódka!)

do rzeczy, moje plany na sezon wakacyjny 2009 (daję sobie czas do końca września):

– przeczytać „rękopis znaleziony w saragossie” (wstyd, że ta lektura wciąż przede mną…),

– zrobić pierogi z truskawkami,

– napisać przynajmniej trzy blognotki na dawno przygotowane tematy,

– dołączyć do któregoś z wyzwań czytelniczych, najchętniej do literatury na peryferiach,

no i proszę, znowu za dużo. nie ma co pisać dalej, trzeba brać się za czytanie!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: