spiskowa teoria dziejów – 27.06.2009

miałam w życiu dwa razy przyjemność obcować ze zwolennikami spiskowej teorii dziejów. całkiem niedawno, wracając pociągiem do poznania, rozmawiałam z pewnym niemcem. „rozmawiałam” to może określenie na wyrost – to był monolog, a im dłużej słuchałam, tym większe moje oczy i tym bardziej sztuczny uśmiech na twarzy. na moje pytanie, czym się zajmuje, odpowiedział, że w tej chwili rzucił pracę, gdyż niedługo i tak upadnie cały system oparty na władzy pieniądza i on zawczasu chce przygotować się do zmiany życia i powrotu do natury. w międzyczasie całe dnie spędza na prowadzeniu badań w sieci. przez godzinę wysłuchałam setek opowieści, które zupełnie niepostrzeżenie przechodziły jedna w drugą i chyba tylko ja nie widziałam pomiędzy nimi związku. powiedział zresztą wprost, że wszystkie informacje, które napotyka, prowadzą w jednym kierunku, wszystkie dowodzą jednego – władzy SYSTEMU i jego rychłego upadku. jeden trop prowadzi do drugiego, oba potwierdzają się wzajemnie, wymuszając jednocześnie odpowiednią interpretację tropu trzeciego. w ten sposób właśnie tworzy się spiskowa teoria wszystkiego.

zaczęło się oczywiście od world trade centre, które wcale nie padło ofiarą ataku al kaidy, ale była to akcja świetnie zaplanowana przez rząd amerykański i cia. (nie pierwszy raz słyszę tą teorię, specjalnie się więc nie zdziwiłam). dowodów na jej poparcie jest nieskończona ilość: od zeznań jakiegoś portiera, który słyszał huk eksplozji tuż przed zawaleniem się drugiej wieży, przez sam fakt i sposób zawalenia się takiej konstrukcji, skład chemiczny paliwa w samolotach, godzinę uderzenia samolotów i tak dalej, i tak dalej. potem szereg kolejnych teorii: o drogich bateriach słonecznych, które przez swoją prostą konstrukcję mogłyby być tanie, a są drogie, bo system paliwowy trzyma nas w szachu. o jakimś amerykańskim dokumencie sprzed stu lat, który zakładał, że zasoby ziemi pozwalają na przeżycie tylko iluś tam milionom ludzi i dlatego oni (kto?) dążą do unicestwienia całej reszty populacji. stąd oczywiście wynika aids, stąd kolejne wojny i manipulowana przez nich (przez kogo?) polityka światowa. „kiedy człowiek dojdzie już na dobre do stanu podejrzliwości, jego uwadze nie umyka żaden trop. (…) skłonny jest dostrzegać znaki objawione w każdym przedmiocie, jaki wpada mu w ręce”. dla zwolennika spiskowej teorii dziejów nie miało żadnego znaczenia, czy się z nim zgadzam, czy nie, a nawet czy w ogóle go słucham. ale po swojej reakcji na te rewelacje zauważyłam jedno. przyjmowałam cały ten monolog jako totalny bełkot. ale po dłuższym czasie wystarczy jedno „hmmm, a może coś w tym jest?” i już w murze zdrowego rozsądku tworzy się szczelina. a potem idzie już lawinowo: jeśli w tym jest choć szczypta prawdy, to faktycznie, prawdziwe jest i coś innego. a jeżeli tamto jest prawdziwe, oczywistym jest, że prawda sięga dalej i dalej. w ten sposób paranoja udziela się i nam. niechcący na sobie odkryłam jak działa pranie mózgu.

tego typu „spiskowców” najłatwiej można poznać po języku, jakim mówią. oni nie czytają, ale „prowadzą badania” (doing research), czyli szperają po internecie, który jest królestwem zbzikowanych. oni nie mówią, ale dowodzą. nadużywają stwierdzeń typu: „wszystko wskazuje na to, że”, „nie ulega wątpliwości, że”, „oczywistym jest, że”, „wszystkie dowody jasno wskazują na to, że” etc. co jednak najważniejsze w spiskowym dyskursie, wszystkie tropy (dowody!) układają się w logiczną i oczywistą całość; pozbierane z najróżniejszych dziedzin nitki prowadzą wszystkie w jednym kierunku. od tej zasady nie może być wyjątku. „jeśli [bowiem] dopuścimy możliwość, że we wszechświecie istnieje choćby jedna dana, która nie jest znakiem czegoś innego, natychmiast wychodzimy poza myślenie hermetyczne.” mało tego, „spiskowcy” posługują się pseudonaukowym i pseudoracjonalnym językiem, pełnym oczywistości, trudnych słów, jasnych dowodów i pozorów logicznego rozumowania. trzeba się otrząsnąć z tych pozorów, żeby stwierdzić, że to totalny bełkot. na wszelkie oskarżenia, że jest to myślenie spiskowe (conspiracy theory), odpowiadają chórem: „nie! to jest PRAWDA!”

czasem zresztą mam wrażenie, że paranoja udziela zbyt wielu osobom i zbyt łatwo dajemy się w nią wciągnąć. śledzę najnowszą aferę dotyczącą koncertu madonny, który ma się odbyć 15 sierpnia i oczom nie wierzę. za każdym razem, gdy dzieje się coś podobnego, myślę, że już osiągnęliśmy dno; a jednak po pewnym czasie znowu od spodu pukają. tym razem jakiś kolejny komitet obrony wiary i tradycji narodowych (już nazwa sugeruje, że wróg nie śpi i trzeba zachować czujność): „już sama data jej występu zaplanowanego na 15 sierpnia br. musi poruszać każdego polaka. (…) wybór takiej właśnie daty dokonany przez skandalizujących specjalistów od wizerunku madonny nie wydaje się być dziełem przypadku”. ależ oczywiście, nie jest to przypadek. pytanie tylko, kto tym razem czyha na naszą polskość-katolickość? szefowie allegro niezdarnie się tłumaczą, dając się tym samym wciągnąć w tą lepką atmosferę podejrzeń i absurdu. jak widać, nie trzeba pasjonować się templariuszami ani wczytywać się w „protokoły mędrców syjonu”. spisek jest wszędzie wokół nas i zaczynamy się do niego przyzwyczajać!

czytam teraz „wahadło foucaulta”umberto eco (podejście drugie). dziejowy spisek jest osnową tej powieści. eco pięknie rozłożył myślenie spiskowe na czynniki pierwsze, wyśmiewając wszelkiej maści okultystów, paranoików i wielbicieli wiedzy tajemnej, a z drugiej strony pokazując, jak łatwo samemu wpaść w sidła spisku. trójka bohaterów, planując serię wydawnictw z zakresu „nauk hermetycznych”, rozpoczyna niebezpieczny flirt z najróżniejszego pokroju tajnymi stowarzyszeniami. wpadają na trop pisma, które ma ostatecznie rozwikłać tajemnicę templariuszy i zakonu różokrzyżowców. bohaterowie dla zabawy wymyślają PLAN, interpretując całą historię cywilizacji w sposób, który dowodzi istnienia spisku. z czasem jednak tracą dystans, gubią się w tym, co sami przecież wymyślili. tracą władzę nad planem, który nieoczekiwanie okazuje się rzeczywistością. zastanawiam się, jak „wahadło foucaulta” odczytałby typowy „spiskowiec”. zapewne albo by go otrzeźwiło, albo znalazłby w nim wielką inspirację i dziesiątki nowych wątków potwierdzających istnienie PRAWDY. mi w książce najbardziej podobało się właśnie to rozłożenie na łopatki języka i sposobu dowodzenia, jakim się posługują się „spiskowcy”. dwa cytaty, którymi wsparłam swoje wydumania powyżej, pochodzą właśnie z eco.

a w jaki spisek ja wierzę? w ten sam, o którym mówi bohater eco, doktor casaubon: „moim zdaniem istnieje tajne stowarzyszenie, które ma odgałęzienia na całym świecie i które uknuło spisek polegający na tym, żeby szerzyć pogłoskę, że istnieje spisek powszechny”.

p.s. nie czytam „wahadła foucaulta” sama. wystarczy rozłożyć książkę, żeby po 5 minutach pojawił się futrzak również spragniony wiedzy tajemnej!

DSC01959

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: