belfast – post scriptum – 02.05.2007

oto jeszcze kilka uwag dotyczących naszego życia w belfaście. jako że z maćkiem możemy godzinami gadać o jedzeniu, większość naszych obserwacji dotyczyła właśnie jedzenia. anglicy słyną z paskudnej kuchni i paskudnych nawyków żywieniowych. gdzieś przeczytałam, że nowoczesna kuchnia angielska zmienia się na lepsze, głównie ze względu na wpływ byłych kolonii (orientalne przyprawy, nowe smaki). jedyny wpływ, jaki jest zauważyłam, to wszechobecne curry. ogólnie mam jak najgorsze zdanie zarówno o tym CO oraz JAK anglicy (irlandczycy) jedzą. mogłam się o tym przekonać, bo pracowałam i w eleganckich restauracjach, i w barze, gdzie był dosyć tani (aczkolwiek bardzo smaczny – pracowali tam polscy kucharze!) bufet. pierwsze, co rzuca się w oczy to powszechne uwielbienie chipsów i frytek. maciek i ewka mieli setki opowieści o chipsach: tosty z chipsami (!!), ogólne poruszenie w domu opieki , w którym pracowała ewka, kiedy na obiad były frytki, najpopularniejsze chipsy o smaku … octu, olbrzymie półki w tesco z chipsami, przy czym najlepsze promocje były przy zakupie 20 paczek! no i moje ulubione widoki: młode laski, grube i brzydkie paskudy, pchające po ulicach wózki i radośnie wsuwające chipsy. bardzo często dzieciątko w wózku z równie wielką radością wsuwało chipsy (mała dygresja: dzieciaki wożone w wózkach miały często koło 5 lat! maciek raz widział dziecko w wózku, które bawiło się komórką mamy!:) ). jeśli chodzi o frytki, to wszelkie dania są jedynie dodatkiem do frytek. w restauracji u hindusów, gdzie nie było frytek, ale za to było kilkanaście innych, bardzo smacznych potraw, kilkakrotnie klienci pytali się, czy na pewno nie ma frytek i czy moglibyśmy je zamówić. potem szef kuchni zaczął smażyć kawałki ziemniaków z czosnkiem (jako niezwykle wyrafinowane garlic potatoes). raz mieliśmy wizytę kilkunastu starszych pensjonariuszy z domu opieki. nie zjedli oni absolutnie nic innego niż chicken nuggets (smażone kawałki kurczaka) i te udawane frytki właśnie! frytki są podawane nawet do takich dań jak lasagna!

inna rzecz, to fakt, że anglicy jedzą bardzo słono. większość ludzi zaczyna od posolenia jedzenia, uprzednio nawet go nie spróbowawszy. zwrócił mi na to uwagę szef kuchni (włoch) w restauracji w londynie, w której pracowałam wieki temu. już on mówił mi, że anglicy zamawiają słoną przystawkę, po tym danie główne, które solą (+ słone frytki!), kończąc obiad słonym puddingiem! no i oczywiście te nieszczęsne słone chipsy… podsumowując, anglicy jedzą niesmacznie (bo mdło: w sklepach można kupić jedynie pieprz, sól, paprykę i curry. w tak wyrafinowane przyprawy jak tymianek, gałka muszkatułowa czy bazylia musiałam zaopatrywać się w sklepie polskim!), bardzo, bardzo słono i do tego brzydko, w ogóle nie przywiązując wagi do estetycznej strony posiłku (osławiony kurczak koronacyjny wygląda przecież jak ohydna papka!). czego zresztą można się spodziewać po narodzie, którego narodową potrawą jest kawałek smażonej ryby i frytki zawinięte w kawałek gazety…

inna uwaga dotycząca ichnich nawyków żywieniowych: w sklepach można kupić wszystko przygotowane i często już ugotowane. jak już kiedyś pisałam, zakupy w tesco były dla nas przedmiotem żartów i wiecznego zadziwienia: obrane i pokrojone warzywa i owoce, obrane i posolone ziemniaki w puszce, ugotowane na twardo jajka w słoikach, ugotowany makaron, przygotowane do smażenia kotlety w panierce, dziesiątki zup i najróżniejszych sosów w puszkach lub słoikach, a nade wszystko setki gotowych potraw, które wystarczy wstawić na kilka minut do mikrofalówki. jest zresztą cała sieć supermarketów, iceand, które specjalizują się w mrożonkach. maciek widział tam raz uroczą rodzinkę na zakupach: tak grubi, że ledwo mieścili się w przejściu do kasy, mieli cały wózek po brzegi wypakowany gotowymi mrożonymi daniami. każde z nich kosztuje 1-2 funty, a ich rachunek, o ile dobrze pamiętam, wynosił 140 funtów! po części wynika to z trybu pracy w wielkiej brytanii: pracuje się od rana do wieczora, mając koło południa 1-2 godzinną przerwę na lunch. być może wracając wieczorem do domu mało komu chce się przygotowywać coś samemu do jedzenia. dla mnie jest to jednak marne wytłumaczenie…

w ostatnich dniach mojego pobytu w belfaście chcieliśmy z maciejką spróbować kilku dobrych rzeczy, z których słynie irlandia. ta najlepszą i najsłynniejszą testowaliśmy już wielokrotnie, ale w końcu nie tylko guinnessem irlandia słynie!:) pewnego wieczora wybraliśmy się na randkę na kawę po irlandzku. podawana w wysokich szklankach, wyglądała bardzo ładnie: czarna kawa z whisky, przykryta bitą śmietaną i udekorowana z góry kilkoma ziarenkami kawy. mimo wcześniejszych obaw maćka, smakowało równie dobrze jak wyglądało.

inny miejscowy specjał, to takie oto połączenie:

guinness_and_oysters

tak, to guinness z ostrygami! są one bardzo tanie – 1,5 funta od sztuki. nie chcąc ryzykować, zamówiliśmy sobie tylko po jednej sztuce w morning star (pubie, w którym pracowałam). podane były na misie lodu, z cząstka cytryny oczywiście. wyglądały okropnie! ostryga nie jest, tak jak mule, jedynie orzeszkiem mięsa w dużej skorupie. mięso, które wygląda jak ohydne poskręcane flaki, wypełnia całą muszlę! na szczęście nie widać poszczególnych organów ani łypiących oczu!:) trzeba jedynie widelcem odczepić nóżkę, którą kurczowo trzyma się muszli. oczywiście ostryga jest do końca żywa, nie obyło się więc bez niewybrednych żartów ze strony barmanów i maćka.:) skropiliśmy je cytryną (można je tez pokropić tabasco albo sosem worcester) i … bez żadnego marudzenia wchłonęliśmy w siebie pierwsze w życiu ostrygi. i tu nastąpiło wielkie zdziwienie: po pierwsze bynajmniej nie śmierdzą one, tak jak inne owoce morza, wodą morską; po drugie, nie jest to – jak się spodziewaliśmy – miękki flup, ale coś w rodzaju twardego lekko gumowatego mięska. ja na wszelki wypadek szybko to połknęłam, ale maciek odważnie ją pogryzł. ogólne wrażenie jak najlepsze! pyszne, szczególnie, że mogliśmy to popić guinessem!

famę ostrygi jako afrodyzjaku dyskretnie tutaj przemilczę…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: