belfast updates – 16.03.2007

przez tysieczne problemy z redagowaniem tego bloga, jestem sporo do tylu z nowinami. zaczelam nowa prace w pubie/barze/klubie nocnym. wszystko zaczelo sie od tego, ze jeszcze przed wyjazdem wymienilam kilka mejli z mickim z hospitality club, ktory tam wlasnie pracuje. w zeszlym tygodniu odezwal sie do mnie, czy nadal szukamy pracy, bo jego kolega jest menadzerem tego klubu (wlasciwie calej siecie, bo to pub i dwa kluby nocne polaczone w jedno, w ktorych pracuje ta sama wielka ekipa, wymieniajac sie tylko co wieczor miejscami) i moglby nas zatrudnic. maciek ma caly etat, wiec nie dalby rady, ale ja bylam chetna i gotowa. poszlismy wiec tam pewnego wieczora, dogadalam sie i bez zadnych interview dostalam prace!

przy okazji zostalismy wtedy na pinta guinessa. wczesniej chyba nigdy nie pilam guinessa, wiec bylam zachwycona taka mieciutka, misiowata pianka!:) jednak, mimo ze piwo bardzo mi smakowalo, drugiego bym juz nie chciala (tzn. chcialabym, ale jakies inne!:) ). maciek oczywiscie byl w siodmym niebie i namawial na jeszcze siedem guinessow!:)

tak czy inaczej, po kilku dniach pojawilam sie w tym samym miejscu, tym razem w charakterze czlonka stuffu! wtorkowe imprezy w springs and airbreaks sa ponoc zawsze najgorsze, najbardziej tloczne i najbardziej pijane! przy czym nowych pracownikow zawsze rzucaja na poczatek wlasnie tam we wtorki. jesli to sie przetrwa, to wszystko sie przetrwa! faktycznie, bylo tyle ludzi, ze na sile musialam sie miedzy nimi przeciskac z butelkami. moim obowiazkiem bowiem bylo zbieranie szkiel i plastikow z parkietu. mimo ze mialam zatyczki do uszy, ledwo wytrzymywalam ten halas, tlok i scisk, wiec uciekalam czesto za bar, w pretekscie uzupelnienia lodowek, lodu czy segregowania butelek (wszelkie szklo jest recyklingowane, wiec brazowe, zielone, biale butelki, a takze butelki zwrotne trzeba wyrzucac do odzielnych kublow).

a pozostale wrazenia przytlumilo jedno: co to za rozpustny narod!! na parkiecie bylo jedno wilkie picie, cpanie i pieprzenie! i to bez zadnej przesady! szczegolnie pod koniec bylo to widac, kiedy w powietrzu unosilo sie pelno gandzi, a czesc ludzi tanczyla jak oszalala – tak byli naspidowani!

mimo wszystko jednak strasznie mi sie podobalo i mialam taki napad energii, ze nawet nie wzielam sobie ani chwili przerwy. dopiero pozniej w domu (wrocilam po 4 rano) padlam jak kloda. mam juz za soba dwie nocki: pierwsza w spring and airbreak, a druga w limelight (oba miejsca to polaczenie klubow nocnzch z dzskoteka i miejscem koncertow na zywo). jutro zapowiada sie jednak szczegolnie ciekawie. mam cicha nadzieje, ze dadza mnie do katz daly”s (taki typowy irlandzki pub), bo jutro dzien swietego patryka!! 

ogolnie rzecz biorac, jest to miejsce, w jakim zawsze chcialam pracowac, ale nawet nie przyszloby mi do glowy, zeby sprobowac sie tam dostac (nie te progi…). a tymczasem okazja sama przyszla! tak wiec jestem bardzo zadowolona, szczegolnie z napiwkow!:) przy tym ekipa jest naprawde fantastyczna! sami mlodzi, zwariowani ludzie, ktorzy wiecznie sie wyglupiaja, ale przy tym naprawde sumiennie pracuja.

u macka na parkingu tez jest wesolo: a to ucieknie mu, wygrazajac i cos krzyczac, jakis chinczyk, a to inny chinczyk przyniesie mu lapowke w postaci duzego ciastka, a to ktos przydzwoni mu w budke lusterkiem, a to przyjddzie jakas 8-letnia dziewczynka, zeby porzucac fuckami, to znow z parkingu wyjezdza mu o 12 w poludnie totalnie napruty irlandczyk!:)) w tym tygodniu robil na zmiany na tym samym parkingu ze slynnym w polswiatku parkingowych niallem cusackiem. jak mu go przedstawili, niall jest aktorem i mowi 12 jezykami, w tym po rosyjsku!:)) czasem lubi tez sobie wypic w pracy. wszystko to okazalo sie prawda.

a oto macius na stanowisku pracy (a ja na cieniu):  

S5000799a

maciek mowi, ze praca w budce jest nieco oglupiajaca. nie dosc, ze musi wypisywas setki zupelnie zbednzch kwitkow, to cala jego aktywnosc umyslowa polega na wydawaniu reszty. zreszta przy ogloszeniu o ta prace jedyne wymagania, jakie stawiano kandydatom, to bycie pismiennym i umiejetnosc liczenia!! co okazalo sie i tak zbyt trudne, gdyz maciek jako jedyny poprawnie przeliczyl rownania, ktore byly na podaniu o prace!! :)) zreszta pismiennosc tez nie jest tu czyms oczywistym. akurat maciek mial dwa razy szczescie spotkac osoby totalnie glupie, ktore ladnie wpisuja sie w moj obraz bezmozgich anglikow. kiedy mial rozmowe w sprawie numeru ubezpieczenia, babka (urzedniczka, a wiec musiala skonczyc przynajmniej szkole srednia!!) spytala sie, jak sie wlasciwie pisze „car park attendant” (a moze jednak attendEnt??). ta sama babka byla zszokowana, kiedy sie dowiedziala, ze jechalismy przez berlin i ze berlin jest w niemczech!!! „is berlin in germany?? no way!!” byla bowiem przekonana, ze stolica niemiec jest monachium… innym razem natomiast w bibliotece jakas dziewczna spytala sie go, jak sie pisze slowo „australia”?! …. smieje sie wiec, ze maciek jest najmadrzejszm parkingowym w calym belfascie!!:))

kilka dni temu mielismy tez mala nocna przygode. poszlismy jak zawsze wczesniej spac i spalismy jak bobry. az tu w srodku nocy latanie, tupanie i walenie do drzwi. maciek otworzyl drzwi, a tam dwumetrowy i chudy jak patyk georgu w pidzamie zbiega na dol z gasnica i wola: „gore! gore!” za kazdym rzedem kamienic jest taka waziutka uliczka, na ktora wystawia sie co czwartek smietniki. okazalo sie, ze do smietnika, ktory stal dokladnie za naszym domem (nie naszego) ktos musial wrzucic peta i caly smietnik zaczal sie ostro chajcowac! w dodatku w srodku musial byc jakis olej, bo kiedy tomek polal to wszystko woda z gasnicy, buchnelo jeszcze wiekszym plomieniem! najlepsze bylo jednak to, ze do tego plonacego smietnika przyjechaly dwa wielkie wozy strazackie!! dobrze ze nie przyjechaly na sygnale! i dobrze, ze sie nie zaklinowaly w tych waskich uliczkach! zagasili wszystko w kilkanascie sekund, jeden ze strazakow z obowiazku musial sprawdzic cale miszkanie i pojechali. i bylo po przygodzie. tylko do rana smierdzialo spalonym plastikiem. po takim traumatycznym przezyciu zasnelismy w 5 minut i do rana spalismy snem sprawiedliwego.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: